|
Real to kolejna po Carrefourze sieć handlowa, która zmieniła zasady współpracy z firmami merchandisingowymi. Dostawcy z oczywistych względów bez szemrania przyjęli do wiadomości nowe reguły. Pracownicy sklepów boją się o pracę. Wiele osób straciło też możliwość dorobienia do pensji. Decyzją zarządu usługi merchandisingowe (merchandising to metody wpływania na zachowania klientów poprzez wystrój sklepu i sposób prezentacji produktów – red.) w sklepach Real świadczą obecnie trzy firmy wybrane spośród kilkunastu, które dotychczas współpracowały z siecią. Projekt oficjalnie ruszył z początkiem nowego roku, ale firma wdraża go w wybranych placówkach już od września 2011 roku. Na przełomie listopada i grudnia umowy dotyczące świadczenia usług miało podpisanych 220 dostawców. Real tłumaczy, że zmiany „umożliwią bardziej optymalne wykorzystanie czasu związanego z usługą merchandisingową”. Rzecznik sieci Agnieszka Łukiewicz‑Stachera podkreśla, że do tej pory w sklepach panowała „wolna amerykanka” – merchandiserzy z kilkunastu firm przychodzili robić porządek na półkach o dowolnej porze, co destabilizowało pracę placówek. – Z półką pracują przecież nie tylko merchandiserzy, ale i przedstawiciele handlowi oraz nasi pracownicy. Trudno było nad tym wszystkim zapanować. Obecnie wszystkie czynności wykonywane są w godzinach porannych, pod nadzorem liderów zespołów, którzy są odpowiedzialni za koordynację działań na terenie sklepów – mówi Agnieszka Łukiewicz‑Stachera. Dodaje, że sieć, z jednym drobnym wyjątkiem, zdecydowała się na współpracę z firmami merchandisingowymi, które świadczą usługi o zasięgu ogólnopolskim. Podkreśla, że dostawcy współpracują z nimi na zasadach dobrowolności – nikt nie musi wykupywać tej formy wsparcia sprzedaży. – Będziemy sprawdzać, czy dostawcy są zadowoleni z poziomu świadczonych usług – zapewnia przedstawicielka Reala i zastrzega, że sieć może w każdym momencie wymienić firmę merchandisingową na inną. Dostawcy, z którymi rozmawialiśmy, nie chcą oficjalnie komentować sprawy. Nieoficjalnie przyznają jednak, że nie mają innego wyjścia, jak dostosować się do nowych reguł, a czas pokaże, czy to rozwiązanie się sprawdza. Łukiewicz‑Stachera przekonuje, że towary dostawców, którzy nie wykupili usług merchandisingowych, będą wykładane przez pracowników marketów. – Nie możemy sobie pozwolić na przechowywanie towarów w magazynie – mówi rzeczniczka sieci. Nie udało nam się ustalić, jak wiele firm nie zdecydowało się na współpracę merchandisingową.
Dadzą dorobić, ale po godzinach
Nowe rozwiązanie z kilku powodów nie jest zbyt korzystne dla pracowników sklepów. Przede wszystkim dlatego, że wiele osób może stracić okazję do dorobienia sobie nawet kilkuset złotych miesięcznie do pensji – okazuje się bowiem, że do tej pory dość powszechną praktyką było wynajmowanie pracowników Reala przez firmy zewnętrzne do wykładania towarów na półkach. Oficjalnie sprzedawcy zajmowali się tym po godzinach. Marek Walas, dyrektor hipermarketu na warszawskim Ursynowie przekonuje jednak, że w praktyce trudno było to zweryfikować. – Teraz łatwiej jest nad wszystkim zapanować. Dziennie w sklepie przebywać może 50 pracowników firm merchandisingowych, którzy pracują z półką – mówi Marek Walas. Z zarzutem, że pracownicy sklepów mogli zajmować się „merczowaniem” w godzinach pracy, polemizuje Jan Dopierała, związkowiec z „Solidarności” w bydgoskim Realu. – Przy tak małej liczbie pracowników przypadających na sklep, nie sposób jest świadczyć usługi na rzecz innych firm. Poza tym to kierownik wyznacza zadania i doskonale wie, co kto robi i dla kogo – mówi Dopierała. Jego zdaniem pracodawca powinien przemyśleć sprawę i dać ludziom dorobić. – W niektórych przypadkach chodzi o dodatkowe 500‑600 zł miesięcznie. Przy tak marnych pensjach, jakie mamy w handlu, to ogromne pieniądze – przekonuje związkowiec. – Pracownicy w dalszym ciągu będą sobie mogli dorobić, tyle że w godzinach porannych, przed otwarciem sklepu – deklaruje tymczasem Agnieszka Łukiewicz‑Stachera.
W hipermarkecie zawsze jest co robić
Zarówno pracownicy, jak i związki zawodowe (14 proc. załogi Reala należy do „Solidarności”) obawiają się, że nowy system organizacji pracy to krok w kierunku zwolnień. Szczególnie, że – jak przekonują związkowcy – takie skutki miało mieć wprowadzenie podobnych zmian w sieci Carrefour, która współpracuje wyłącznie z wybranymi firmami merchandisingowymi już od 2010 roku. Niestety, gdy spytaliśmy w Carrefour Polska, czy jego wprowadzenie spowodowało redukcję zatrudnienia, nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Sieć niechętnie ujawnia nawet informacji o tym, ile osób pracuje w poszczególnych marketach. Maria Cieślikowska, rzecznik sieci Carrefour przekonuje, że „obecna formuła współpracy między dostawcami a firmami świadczącymi usługi merchandisingowe ułatwia kontrolowanie przepływu ludzi, a w konsekwencji pozwala łatwiej zapewnić bezpieczeństwo na terenie sklepów”, zaś takie standardy współpracy merchandisingowej funkcjonują na całym świecie. Czy Real planuje zwolnienia? Pytana o to Agnieszka Łukiewicz‑Stachera, zapewnia, że powierzchnia hipermarketów tej sieci jest tak duża, iż jeśli nawet pracownik nie będzie potrzebny do pracy przy półce, to zawsze będzie można mu wyznaczyć inne zadania, np. skierować do magazynu. – Na dziś nie planujemy zwolnień, ale wiele zależy od sytuacji ekonomicznej – mówi pani rzecznik. Podobno do wprowadzenia „optymalnego wykorzystania czasu związanego z usługą merchandisingową” przymierzają się kolejne sieci handlowe.  Ten mężczyzna nie jest pracownikiem Reala – wynajęła go firma merchandisingowa, na której usługi składają się dostawcy
Anna Krężlewicz‑Terlecka Wiadomości Handlowe, Nr 1 (111) Styczeń 2012
|