
reklama
|
|
Panie Wiesławie, z faktami nie należy dyskutować... |
|
19.12.2011. |
Wiemy, że „ulubioną” lekturą wszystkich, którzy zajmują się zamieszczaniem reklam w prasie handlowej są wojenki wydawców, w których pierwsze skrzypce gra Wiesław Generalczyk. Staramy się jak najmniej uczestniczyć w tej wymianie listów, oświadczeń, wyjaśnień, protestów itd. Ale nie możemy patrzeć bezczynnie jak wydawca „Poradnika Handlowca” robi – mówiąc kolokwialnie – wodę z mózgu m.in. naszym klientom.
W rozesłanym ostatnio Oświadczeniu najpierw bardzo chwali badania czytelnictwa Nielsena, z czym nie będziemy dyskutowali choćby ze względów koniunkturalnych, bo – jak nam mówią klienci – świetnie w nich wypadliśmy. Choć oczywiście gorzej niż zapewne dożywotni ich lider, czyli „Poradnik Handlowca”. Ba, wolelibyśmy nawet, żeby te badania były jeszcze bardziej wiarygodne, żeby nie trzeba się było zastanawiać skąd stosunkowo wysoka pozycja wydawanego w nakładzie zaledwie 10 000 egzemplarzy, mało znanego na rynku pisma „Handlowiec” (też wydawnictwo Generalczyka). Generalnie jednak jesteśmy zadowoleni z wyników „Wiadomości Handlowych” nawet w tych fragmentach wspomnianego badania, które wybrał do publikacji nasz szanowny konkurent. Żałujemy, że nie pokazał najważniejszego slajdu – tego, który obrazuje najbliższe rzeczywistości (respondentom pokazuje się pierwszą stronę pism i winiety tytułów) czytelnictwo prasy we wszystkich sklepach, czyli w całej zbiorowości placówek zbadanych przez instytut. Klientom podesłano cząstkowe wyniki dotyczące tylko czytelnictwa w placówkach handlu nowoczesnego i w sklepach (nie precyzując jakich) położonych w miejscowościach powyżej 10 000 mieszkańców. Może źle zrobiliśmy nie dołączając się w tym roku do finansowania tych badań, bo mielibyśmy dostęp do całości wyników, a tak poznaliśmy tylko te najkorzystniejsze dla wydawcy posiadającego do nich prawa autorskie. Ale nie wstrzymaliśmy się od sponsoringu tegorocznych badań bez poważnej przyczyny. Nie chcieliśmy legitymizować wyników „Poradnika Handlowca”, którego znajomość wsparło dodatkowe wydanie w nakładzie ponad 60 000 egzemplarzy. Nie trzeba być medioznawcą, wystarczy zdrowy rozsądek, by wiedzieć, że jeśli w okresie odwiedzin sklepów przez ankieterów dotrze do nich wydanie specjalne to musi wpłynąć na znajomość tego tytułu. Pan Wiesław, zarzucił nam i „Handlowi”, że „wycofaliśmy” się z badań bo „zabrakło nam odwagi do porównania się z konkurentami”. Panie Wiesławie, jak można wycofać tytuł z badań? Nakazać Nielsenowi, żeby badając prasę handlową pominął nasz tytuł? Przecież Instytut monitoruje przestrzeń publiczną, jaką jest rynek prasowy i nikt nie może zabronić mu badania tych tytułów, które sobie wybierze. Więc nie „wycofaliśmy” „Wiadomości Handlowych” z badania, bo to nie byłoby możliwe, zresztą po co? Jesteśmy świadomi solidnej dystrybucji naszego tytułu, dlatego nawet staraliśmy się, żeby nasz tytuł był badany i w tym celu przesłaliśmy do Nielsena skany pierwszych stron badanych wydań. A więc fakty są takie, że nie „wycofaliśmy” naszego tytułu z badań – bo to byłoby nawet niemożliwe – natomiast rzeczywiście wycofaliśmy się z ich współfinansowania z powodów, które wyjaśniłem powyżej. Następnie wydawca „Poradnika” informuje, że rozpowszechnia swoje pismo w sposób nazywany przez Regulamin ZKDP „dystrybucją bezimienną do odbiorców indywidualnych”. Jego prawo. Równocześnie jednak zaznacza, że „Utrzymywanie tej formy dystrybucji – na adres sklepu, a nie imiennej – jest celowe i daje rezultaty” sugerując, że bezimienna dociera do sklepu, a imienna niekoniecznie Jest to sugestia nie prawdziwa. Oto co mówi na ten temat regulamin ZKDP w §10 pkt.2: Do dystrybucji adresowej imiennej do odbiorców indywidualnych zalicza się egzemplarze rozpowszechnione w formie przesyłek adresowych z podaniem nazwiska lub nazwy (firmy) odbiorcy według zasady jeden egzemplarz dla jednego adresata. A zatem kolego Generalczyk zarówno przesyłka imienna jak i bezimienna powinny trafiać do sklepów. Różnica jest tylko taka, że imienna dociera przy pomocy listonosza z poczty na konkretny adres sklepu (z bazy adresowej będącej własnością wydawcy), natomiast bezimienna zostaje dostarczona przez wynajętego pracownika firmy tzw. marketingu bezpośredniego do jakiegoś sklepu (jak Pan pisze na podstawie bazy adresowej dystrybutora). A czytelnik niech sobie sam odpowie na pytanie, czy jeśli zapłaci za prenumeratę jakiegoś czasopisma to wolałby je dostawać z imiennej bazy abonentów wydawnictwa czy jako przesyłkę bezimienną dostarczoną przez firmy, które parają się głównie roznoszeniem bezpłatnych gazetek reklamowych? My wybraliśmy pocztę (i pomocniczo In Post) jako główny kanał dystrybucji „Wiadomości Handlowych” Paweł Kapuściński |
|
RAPORT MIESIĄCA


reklama
|