|
Sąd pierwszej instancji przyznał rację byłemu pracownikowi firmy Wrigley, który zaskarżył koncern o kilkadziesiąt tysięcy złotych z tytułu przepracowanych nadgodzin. Firma odwołuje się od tej decyzji. Adwokat skarżącego ocenia jednak szanse koncernu na korzystne rozstrzygnięcie na stosunkowo niewielkie. – Powinniśmy poznać ostateczny werdykt za dwa-trzy miesiące. Takie wyroki mogą mieć wpływ na orzecznictwo w szerszym zakresie – mówi Maciej Kacprzak, adwokat Sebastiana M., który przez kilka lat pracował jako przedstawiciel handlowy Wrigleya w Polsce północnej. Po trwającym rok procesie sąd w Poznaniu przyznał byłemu pracownikowi producenta niemal 66 tys. złotych odszkodowania za przepracowane nadgodziny. Sebastian M. pracował dla Wrigleya przez kilka lat, we wniosku jednak – ze względu na przedawnienie – postulował o odszkodowanie za pracę w latach 2002 – 2005. Argumentował, że przepracował znacznie więcej niż ustawowe 40-41 godzin tygodniowo (w tym okresie nastąpiła zmiana przepisów) i miał na to dowody w postaci ewidencji czasu pracy. – Z jednej strony były to rozliczenia delegacji na firmowych drukach, gdzie widnieją dokładne godziny i podpisy przełożonego – mówi Maciej Kacprzak. – Z drugiej – pozywający prowadził też notatki w kalendarzu, które także były pomocne w sprawie. Do pozytywnego dlań wyroku przyczyniły się także zeznania innych byłych pracowników, w tym także piastujących niegdyś kierownicze stanowiska. Producent bronił się argumentem, że praca, którą wykonywał Sebastian M., była do wykonania w 8 godzin. Sąd nie zgodził się jednak z tym poglądem. Powołał się także na zasadę doświadczenia życiowego, uznając, że 1500 nadgodzin, za które Sebastian M. domagał się wynagrodzenia daje średnio w ciągu trzech lat 2 godziny dziennie, co jest prawdopodobnym wymiarem rzeczywistej pracy. Co więcej, przyjął także, że ocena powinna być dokonywana na korzyść pracownika, bo przedstawienie ewidentnych dowodów jest w takich sprawach bardzo trudne. Przedstawiciele producenta nie chcą komentować wyroku. Powołują się na fakt, że sprawa nie znalazła jeszcze ostatecznego rozstrzygnięcia. – Wrigley przyjmuje do wiadomości wyrok sądu pierwszej instancji. Tym niemniej, firma jest przekonana, iż postępuje zgodnie z prawem, stosuje się do wszystkich lokalnych regulacji oraz do kodeksu pracy, także w tym konkretnym przypadku – brzmi odpowiedź Dariusza Chomki z agencji Edelman, reprezentującej Wrigleya. Nieoficjalnie mówi się, że w firmie zmieniono regulamin pracy, wprowadzając jej zadaniowy czas. – Rozwiązaniem w wypadku przedstawicieli handlowych mogłyby być na przykład ryczałtowe nadgodziny – sugeruje Maciej Kacprzak. (mw) Wiadomości Handlowe Nr 2(58) Luty 2007
|