|
Dariusz Filipowicz prowadzi wraz z mamą i bratem pięć sklepów spożywczych. Myślą o uruchomieniu szóstego. Wbrew pozorom zarządzanie takim przedsiębiorstwem nie jest zbyt trudne. Trzeba tylko zachować daleko idącą elastyczność. Z handlem Dariusz Filipowicz związany jest od dzieciństwa. Jego mama Ewa Borządek od ponad 30 lat prowadzi cztery niewielkie sklepiki przy stacji PKP Jaktorów pod Warszawą. Kolejną placówkę, działającą pod szyldem Pszczółka, rodzina ma przy ul. Bluszczańskiej na warszawskich Siekierkach. Pan Darek prowadzi ją razem z bratem Grzegorzem Borządkiem, we dwóch jeżdżą po towar do wszystkich pięciu sklepów. Większość zakupów robią w hali Makro w Al. Jerozolimskich. Magazyn centralny, jak to określają, mają w jednej z podwarszawskich miejscowości. Mama sprawuje pieczę nad sklepikami w Jaktorowie. W sumie zatrudniają 13 pracowników.
Różne marże Malutkie sklepy w Jaktorowie różnią się od większej (80 mkw. powierzchni sprzedaży) i nowocześniejszej Pszczółki. To na skroś tradycyjne placówki, ze sprzedażą zza lady, zarządzane bez pomocy systemu komputerowego. Mają stałą klientelę, która szczególnie ceni sobie kapustę i ogórki kiszone, ponoć najlepsze w okolicy. Jeden ze sklepów czynny jest już od 5 rano z uwagi na klientów, którzy wpadają po śniadanie, śpiesząc się na pociąg. – Każdy z naszych sklepów ma własną specyfikę. Ten sam ketchup w jednym miejscu sprzedaje się świetnie, a w drugim niemal nie rotuje. Klient przychodzi tu po jedną śmietanę, a potrafi spędzić 20 minut na pogaduszkach. Lada jest jak stół, o który można się wygodnie oprzeć – opowiada Dariusz Filipowicz. – Klienci z Pszczółki nie mają tyle wolnego czasu. Na osiedlu mieszkają zamożni, ale zabiegani ludzie. Ceny są tu znacznie wyższe niż w Jaktorowie, z uwagi na wysokie koszty. Sam czynsz za lokal przekracza 7000 zł. Także ceny w sklepach są różne, choć towar kosztuje tyle samo. – W Jaktorowie konkurencja w postaci Tesco zmusiła nas do obniżenia marż do 15‑20 proc. Tuż po otwarciu Tesco w Jaktorowie ważył się los naszych sklepików. W okolicy zamknęło się kilka placówek. Ale na szczęście do nas klienci wrócili – wyjaśnia Filipowicz. – Na Siekierkach sytuacja jest rozwojowa, przybywa i klientów, i konkurencji. Marże wynoszą około 30 proc. Mogłyby być wyższe, ale nie chcemy uchodzić za najdroższy sklep w okolicy. Każda placówka jest rozliczana osobno. Skomputeryzowana jest wyłącznie Pszczółka. – Rentowność wszystkich sklepów jest zbliżona. Punkt na Siekierkach jest największy, działa najkrócej i musimy mu poświęcać niewątpliwie najwięcej czasu – zwłaszcza że brakuje nam tam pracowników. Oczywiście, łatwiej byłoby prowadzić jeden duży sklep niż pięć małych, ale na to akurat wpływu nie mamy – mówi Dariusz Filipowicz. Opowiada, że pomysł prowadzenia Pszczółki narodził się dość spontanicznie. Któregoś dnia Grzegorz znalazł ofertę najmu lokalu o powierzchni 80 mkw. w portalu Gumtree.pl. Wcześniej w tym miejscu działał już sklep, ale prowadzący go ludzie nie byli zadowoleni z wyników finansowych. Bracia zapłacili tzw. odstępne i rozliczyli się z poprzednimi właścicielami za towar, którego zresztą było bardzo niewiele. Do kwoty, którą zainwestowali (około 80 000 zł) trzeba doliczyć drugie tyle na zatowarowanie. – W sumie koszty przejęcia działającego sklepu i uruchomienia nowego od podstaw są zbliżone – uważa Dariusz Filipowicz.
Marzenie – sklep z mrożonkami Teraz bracia szukają kolejnego lokalu, w którym uruchomią nową placówkę. Interesuje ich wyłącznie bliskie sąsiedztwo Pszczółki. Nie wyobrażają sobie prowadzenia następnego biznesu w innej części miasta. Gdy i ta placówka zacznie już dobrze prosperować, pan Dariusz będzie mógł się zająć realizacją wyznaczonego sobie celu, jakim jest uruchomienie specjalistycznego sklepu z mrożonkami. – Moim marzeniem jest mieć taki obiekt, z pełną ofertą, obejmującą różnego rodzaju produkty, łącznie z gotowymi daniami mrożonymi. Jestem gotów sprowadzać taki towar nawet z zagranicy. To bardzo atrakcyjny kąsek, z uwagi na to, że marże na mrożonkach wynoszą ponad 40 proc. – podkreśla z entuzjazmem Dariusz Filipowicz. Sklep z mrożonkami to jednak melodia przyszłości. Tymczasem Filipowicz koncentruje się na rozwijaniu Pszczółki. Nie wiadomo, której placówce będzie poświęcał najwięcej czasu za kilka miesięcy. Być może trzeba będzie wspomóc mamę w Jaktorowie. (AK)  Choć towar do wszystkich pięciu sklepów kupowany jest w tych samych hurtowniach, na produkty obowiązują różne marże – w Jaktorowie nie przekraczają one 20 proc., a w stołecznej Pszczółce wynoszą około 30 proc. Na zdjęciu Dariusz Filipowicz
 Pszczółka działa na warszawskich Siekierkach od blisko roku. Wcześniej był tu sklep spożywczy, którego właściciele nie byli zadowoleni z wyników finansowych. Po sąsiedzku niedawno zbankrutowały pierwsze delikatesy w okolicy. Lokal wynajął już następny detalista
Bezpłatne szkolenia dla właścicieli i pracowników sklepów
„Idealny biznes” to cykl ogólnopolskich, bezpłatnych szkoleń dla mikro- i małych przedsiębiorców oraz ich pracowników. Szkolenia współfinansowane są z Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki i odbywają się od roku w całym kraju. Aby wziąć udział w bezpłatnych warsztatach, wystarczy zgłosić chęć uczestniczenia konsultantowi Makro lub wypełnić formularz zgłoszeniowy na stronie www.szkolenia.makro.pl.
Odpowiedz na pytanie, atrakcyjne nagrody czekają! Szanowni Czytelnicy! W ramach cyklu „Poradnik Makro i WH” co miesiąc mamy dla Was atrakcyjne nagrody. Wystarczy przeczytać artykuł i wypełnić formularz, udzielając odpowiedzi na pytanie związane z aktualnym odcinkiem poradnika. Autorzy najtrafniejszych odpowiedzi otrzymają atrakcyjną nagrodę – jeden z trzech wózków na zakupy z ekskluzywnymi wyrobami marki Fine Food dostępnej wyłącznie w halach Makro. Na odpowiedzi czekamy do 29 lipca.
Pytanie konkursowe brzmi*: Dlaczego ceny w sklepach rodziny Dariusza Filipowicza różnią się mimo identycznej ceny zakupu?
Odpowiedzi wraz z pieczątką sklepu (na kopercie) należy przesłać na adres: Poradnik Makro i WH Wiadomości Handlowe, ul. Wałbrzyska 11 lok. 254, 02-739 Warszawa
|