|
Program „Kartą Visa zapłacisz wszędzie” opiera się na dofinansowaniu nowo uruchamianych terminali do obsługi kart płatniczych. W ramach akcji detalista prowadzący niewielki sklep może wprowadzić płatności bezgotówkowe na bardziej korzystnych warunkach. Czy to wystarczająca zachęta, by przekonać najmniejszych uczestników rynku do „plastikowych pieniędzy”? ZA Nie wiem dużo na temat funkcjonowania terminali płatniczych w sklepie, nie wiedziałabym nawet dokąd się zwrócić, gdybym chciała zainstalować takie urządzenie. Dotychczas żaden bank czy operator sam z siebie nie zaproponował naszej placówce takich usług. A czuję, że warto w karty wejść, bo coraz więcej osób pyta, czy może nimi płacić – i to nie tylko turyści, ale również nasi, ze Słupska. Odnoszę wrażenie, że gdy dowiadują się, iż nie mamy terminala, robią mniejsze zakupy. Czuję, że pieniądze przechodzą mi koło nosa. A przecież sama mam kartę i płacę nią przy okazji większych wydatków. Przed zainstalowaniem terminala powstrzymują mnie wysokie koszty, jakie się z tym wiążą. Czytałam w „Wiadomościach Handlowych”, że transakcje bezgotówkowe kalkulują się dopiero powyżej określonej kwoty. Trzeba byłoby więc to wszystko przeliczyć, a w razie czego móc zerwać umowę i wycofać się, bo przecież dopłacać do interesu nie będziemy. Poza tym, musiałabym zdobyć wiedzę na temat innych ofert tego typu dostępnych na rynku. Gdyby przyszedł agent i proponował nawet duże zniżki w ramach jakiejś akcji, i tak sprawdziłabym, czy jego konkurencja nie oferuje lepszych warunków.
 Iwona Lewandowska, współwłaścicielka sklepu spożywczego w Słupsku PRZECIW Oczywiście, wzorem cywilizowanego Zachodu, gdzie wszędzie płaci się kartą, i ja chciałbym mieć sklep wyposażony w terminal, ale zniechęca mnie wysokość opłat, które się z tym wiążą. Są dużo wyższe niż na Zachodzie! Policzyłem, ile by to kosztowało, i jestem na nie. Gdyby zachęcano niższymi opłatami na wejściu, też bym się nie skusił. Sceptycznie podchodzę do takich „promocji”. Jak akcja się skończy, to opłaty wzrosną... Mógłbym oczywiście, wzorem innych handlowców, wywiesić kartkę z napisem: „Płatności kartą wyłącznie za zakupy powyżej 10 zł” i może jakoś by się to wszystko kalkulowało, ale takie praktyki uważam za żenujące. Albo akceptuje się „plastik”, albo nie. Śmieszy mnie, gdy ludzie wyciągają z portfela kartę, żeby zapłacić za drobne zakupy. Chyba nie po to wymyślono karty, żeby płacić nimi za trzy bułki w sklepie. Z drugiej strony, chcieliśmy wolności, to ją mamy... Oferuję sery wysokiej klasy, niektóre z nich kosztują ponad 100 zł za kilogram. A jednak mało kto pyta o możliwość zapłaty kartą. Po pierwsze, nikt na kilogramy tych serów nie kupuje – czasy nie te; po drugie zaś, ludzie – a odwiedza mnie stałe grono osób – przywykli, że tu obowiązuje gotówka. Nikt nie robi problemu, tuż obok jest przecież bankomat.
 Andrzej Młynarczyk, właściciel sklepu Kalina – kraina sera, Warszawa
Wiadomości Handlowe, Nr 3 (103) Marzec 2011
|