ponad 24 000 artykułów


 


Nr 5(115) V 2012
archiwum e-wydań
WYDAWCA   PROFIL PISMA   REDAKCJA  REKLAMA  DYSTRYBUCJA   BADANIA PRASY  KONTAKT


reklama
 

NASZA SONDA

Pobierana w Polsce opłata interchange za transakcje bezgotówkowe jest jedną z najwyższych w Unii Europejskiej, co hamuje rozwój obrotu bezgotówkowego - w naszym kraju tylko 15 proc. punktów usługowo-handlowych ma terminal do przyjmowania kart. Główni gracze na rynku płatności kartowych - banki, agenci rozliczeniowi i agencje płatnicze - wstępnie zgodziły się na plan obniżek opłaty interchange zaproponowany przez NBP. Od przyszłego roku ma ona zmaleć z 1,6 proc. do 1,1 proc., i systematycznie spadać w kolejnych latach.

Czy po obniżeniu opłaty interchange zainstalujesz w sklepie terminal do transakcji bezgotówkowych?
 
obejmuje ponad 24 000 artykułów.
   
ARCHIWUM WYDAŃ - szukaj w serwisie







W delikatesach Osko w dzień handlowali, w nocy remontowali
16.02.2011.

Nawet związany z poważniejszymi pracami budowlanymi lifting sali sprzedaży nie musi odbywać się kosztem obrotów placówki. Remontować można przecież tak, by klienci tego nie odczuli. Udało się to właścicielom sklepu Osko na warszawskim Muranowie.

Kiedy Sławomir Osowiecki i jego wspólnik przejmowali placówkę o powierzchni sprzedaży około 100 mkw. od jej poprzedniego właściciela, mieli świadomość, że z remontem nie ma co czekać. Sprzedaż utrzymywała się na przyzwoitym poziomie (najlepiej schodziły wyroby alkoholowe), ale nowi właściciele bali się, że obroty zaczną wkrótce spadać. Zmiany zaczęli wdrażać od razu. Gdy tylko przejęli lokal, w nocy przeprowadzili remanent i stare kasy fiskalne zastąpili bardziej nowoczesnymi, systemowymi rozwiązaniami z czytnikami kodów kreskowych. Rano klienci zdziwili się, że kasjerki skanują towary, a przecież wcześniej tego nie robiły. – To był jedyny sygnał, że coś się zmieniło – opowiada Sławomir Osowiecki.
„Stary” sklep miał wady, które odbijały się na efektywności i obniżały komfort robienia zakupów. Przede wszystkim, na sali sprzedaży pełno było zakamarków stwarzających okazję dla złodziei. Pracownicy nieustannie krążyli między filarami, patrząc klientom na ręce, zamiast oddawać się bardziej konstruktywnym czynnościom, takim jak wykładanie towaru na półki. Nowi właściciele mieli też zastrzeżenia do sposobu poruszania się klientów: – Lokal ma dwie pary drzwi wejściowych. Poprzedni właściciel zadecydował, że będą używane te, które wymusiły ruch lewostronny. Bardziej naturalny jest prawostronny, dlatego zadecydowaliśmy o zmianie organizacji ruchu. Teraz wchodzi się od drugiej strony – opisuje zmiany Sławomir Osowiecki. Swoje dorzucił też sanepid, który stwierdził, że stoisko wędliniarskie, wcześniej połączone z działem alkoholowym, musi być wyposażone w kącik sanitarny. Dział z mięsem i wędlinami powstał więc od podstaw w innej części sklepu. – Postanowiliśmy, że przeprowadzimy tylko niezbędne zmiany, by nie wystraszyć klientów. Gdybyśmy zdecydowali się na pełny remont i elegancki wystrój, część osób pomyślałaby zapewne, że teraz podniesiemy ceny – opowiada współwłaściciel delikatesów Osko.
O pomoc w zmianie aranżacji placówki poprosił Przemysława Godlewskiego, doradcę Makro, który podsunął różne rozwiązania, m.in. zaproponował zgrupowanie wszystkich napojów w sąsiedztwie działu monopolowego.

Praca w białych rękawiczkach
Klientów o remoncie nie uprzedzano, by ich nie wystraszyć. Pierwsze prace ruszyły w czerwcu, a konkretnie w Boże Ciało, kiedy sklep siłą rzeczy musiał być zamknięty. W nocy zdemontowano regały, położono terakotę. Zaprawa schła przez cały dzień, kiedy placówka była nieczynna. Gdy wyschła, w nocy ustawiono na niej meble. Ściany odświeżono niebrudzącym tynkiem. Pewnym ograniczeniem była cisza nocna (sklep działa w budynku mieszkalnym). Raz nawet ktoś wezwał policję, bo przeszkadzało mu stukanie młotkiem, ale obyło się bez większych kłopotów. Byłyby, gdyby sklep narobił sobie wrogów wśród mieszkańców, którzy, nie dość że przychodzą do Osko na zakupy, to mają również dużo do powiedzenia, kiedy nadchodzi moment przedłużenia zezwolenia na sprzedaż alkoholu…
– Nocne remonty były o tyle uciążliwe dla pracowników, że musieli przyjść wcześniej do pracy, by zetrzeć kurz z produktów. W trakcie prac jedna z pań pilnowała, by opakowania towarów były czyste. Pył na produktach, choćby najszczelniej zapakowanych, to wpadka – opowiada Osowiecki. Jak reagowali stali klienci? – Denerwowali się, nie mogąc znaleźć regału z pieczywem, który przestawiliśmy w nocy. Tłumaczyliśmy, że trzeba było go przenieść, bo tak kazał sanepid. Łatwiej było wtedy przekonać ich do zmian.
Pojedyncze prace, głównie elektryczne i hydrauliczne, prowadzone były za dnia, gdy delikatesy były otwarte. Jedną czwartą sali sprzedaży trzeba było na kilka dni zasłonić parawanem. Trwał tam montaż dużej lodówki, która nie zmieściła się w drzwiach i trzeba ją było rozebrać przed sklepem, a potem złożyć od nowa.
Ostatnie prace zakończyły się w grudniu 2010 roku. W bieżącym roku właściciele chcą jeszcze m.in. poprawić oświetlenie i pomalować ściany. Na malowanie najbardziej nadaje się długi weekend majowy, bo przecież 1 i 3 maja i tak nie można handlować.
Inna dogodna data na prace remontowe to pierwszy tydzień stycznia (tradycyjny okres remanentów oraz dodatkowy wolny dzień, odkąd obowiązuje święto Trzech Króli).

Warto się zmieniać
Zmiany, jakie zaszły w Osko, widać na pierwszy rzut oka. – Dla stałych klientów to sygnał, że właściciel stara się, chce poprawić jakość obsługi. Ludzie doceniają takie wysiłki – przekonuje Przemysław Godlewski. Lepsza organizacja pracy sprawiła, że można było ograniczyć liczbę etatów. Dziś załoga liczy 9 osób, o dwie mniej niż dawniej.
Za to obroty delikatesów po remoncie są takie same jak przed nim. Zdaniem przedstawiciela Makro, wcale nie świadczy to o porażce. – W tak trudnych czasach, jak obecnie i przy rosnącej konkurencji, utrzymać obroty na tym samym poziomie to sukces. Nie wiemy, co by było, gdyby właściciele Osko nie zdecydowali się na remont – przekonuje doradca Makro.

Image
Zmiany, jakie zaszły w Osko widać już w wejściu. Sławomir Osowiecki i jego wspólnik postanowili zmienić kierunek poruszania się klientów

Image
Tak było przed remontem: napoje alkoholowe znajdowały się w sąsiedztwie innych produktów. Po remoncie alkohole znajdują się w osobnej części sklepu

Image
– Postanowiliśmy, że przeprowadzimy tylko niezbędne zmiany, by nie wystraszyć klientów. Gdybyśmy zdecydowali się na pełny remont i elegancki wystrój, część osób pomyślałaby zapewne, że teraz podniesiemy ceny – opowiada Sławomir Osowiecki, współwłaściciel Osko (na zdjęciu z lewej); obok Przemysław Godlewski, doradca Makro

Anna Krężlewicz


Odpowiedz na pytanie,
atrakcyjne nagrody czekają!

ImageSzanowni Czytelnicy! W ramach cyklu „Poradnik Makro i WH”,
co miesiąc mamy dla Was atrakcyjne nagrody. Wystarczy przeczytać artykuł i wypełnić poniższy formularz, udzielając odpowiedzi na pytanie związane z aktualnym odcinkiem poradnika. Autorzy najtrafniejszych odpowiedzi otrzymają atrakcyjną nagrodę – jeden z trzech koszy z ekskluzywnymi wyrobami marki Fine Food dostępnej wyłącznie w halach Makro. Na odpowiedzi czekamy do 7 marca.

Pytanie konkursowe brzmi:
Dlaczego właściciele delikatesów Osko zdecydowali się
na zmianę organizacji ruchu w sklepie z lewo – na prawostronną?

Odpowiedzi proszę przesyłać na adres:

Poradnik Makro i WH
Wiadomości Handlowe, ul. Wałbrzyska 11 lok. 254, 02-739 Warszawa


pobierz kupon konkursowy  
 

 

RAPORT MIESIĄCA

Raport miesiąca





reklama
 
Copyright 2004-2011 Wydawnictwo Gospodarcze Sp. z o.o. Wszelkie prawa autorskie wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie informacji i tekstów zabronione. Korzystanie serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na własne potrzeby lub za zgodą wydawcy.
redakcja | profil | oferta reklamy | kontakt | administracja strony: ymg.pl