|
Spożycie piwa zmalało w naszym krajuw ubiegłym roku z 93 do 84 litrów na głowę. Browary twierdzą, że za nimi najgorszy sezon od 20 lat. Czy rzeczywiście jest aż tak źle? Piwo jest największą kategorią spożywczą w Polsce. Według Nielsena, przypada na nie aż 30 proc. obrotów dwudziestu najważniejszych kategorii składających się na koszyk żywnościowy. Od początku lat 90. sprzedaż jasnego z pianką nieprzerwanie rosła, a krajowe spożycie osiągnęło poziom przekraczający średnią europejską. Konsumpcja na poziomie 93 litrów na głowę zapewniła nam ostatecznie czwarte miejsce w Europie. Z kraju zaliczanego do kręgu kultury wódczanej staliśmy się narodem piwoszy. Browarom wiatr w plecy Boom trwał kilkanaście lat, nikt jednak nie miał wątpliwości, że aż tak dobrze nie będzie zawsze. Pierwsze sygnały świadczące o regresie pojawiły się w 2008 roku. Wzrosły wówczas ceny surowców, paliwa i energii, a rząd zapowiedział dużą podwyżkę akcyzy na alkohol. Branża mówi jednym głosem: nowe stawki podatku akcyzowego, które zaczęły obowiązywać w marcu minionego roku, miały ogromny wpływ na kondycję producentów piwa. Jednocześnie rozpoczął się światowy kryzys gospodarczy. Jeśli nawet w niewielkim stopniu dotknął on polską gospodarkę, to temat podchwyciły media, a za nimi konsumenci. W efekcie nastąpił dalszy spadek spożycia. Mariusz Borowiak, dyrektor sprzedaży i dystrybucji Grupy Żywiec już w listopadzie uznał rok 2009 za najtrudniejszy od czasu prywatyzacji branży piwnej. Sprzedaż w pierwszym półroczu zmalała aż o 12,5 proc. Nic dziwnego, że przedstawiciel Grupy Żywiec przewidywał, iż załamanie się koniunktury odczują wszyscy: klienci, w których biją podwyżki cen w sklepach, rząd (notuje mniejsze wpływy do budżetu niż szacował), a przede wszystkim browary – w przypadku niektórych zakładów w grę mogą wchodzić nawet redukcje zatrudnienia. Na domiar złego, w 2009 roku browarnikom nie sprzyjała pogoda, która była kiepska w drugim kwartale, czyli na początku piwnego sezonu. Pewne odbicie sprzedaży, które nastąpiło w drugim półroczu, nie wpłynęło znacząco na wyniki roczne. Spadek sprzedaży krajowej wyniósł 10,1 proc., a konsumpcja obniżyła się do poziomu sprzed czterech lat, czyli do 85 l na głowę. Minione 12 miesięcy browary zamknęły sprzedażą w wysokości 32,25 mln hl piwa, wobec 35,86 mln hl rok wcześniej.
Nie czas na spektakularny wzrost – W najbliższej przyszłości nie możemy spodziewać się spektakularnych wzrostów. Nasze prognozy na rok 2010 są bardzo ostrożne – liczymy, że uda nam się zatrzymać tendencję spadkową. Przy sprzyjającym sezonie, może nawet osiągniemy niewielki wzrost – uważa Christopher Barrow, szef Grupy Żywiec. Badania Nielsena nie do końca odzwierciedlają niełatwą sytuację branży piwowarskiej. Dotyczą one jednak głównie detalicznego kanału dystrybucji, podczas gdy dla piwa istotna jest również gastronomia. Nielsen potwierdza ilościowy spadek sprzedaży w ub.r. wynoszący około 1,2 proc., jednak wartościowo browary zanotowały wzrost o około 4 proc. W przypadku piw smakowych, wartość sprzedaży urosła o ponad 28 proc. To oczywiście nisza, nie mająca wpływu na obraz całego rynku – tak dobry wynik może być jednak wskazówką, które segmenty są przyszłościowe.
Rok trudny, ale dobry Poszczególne browary, mimo fatalnej oceny sytuacji ogólnej, gdy podsumowują własne wyniki ubiegłoroczne, nie są już tak kategoryczne w ocenach. Gary Haigh, dyrektor generalny Kompanii Piwowarskiej podkreśla, że firma zakończyła rok 2009, osiągając dobre wyniki i najwyższy w historii udział w rynku. Producent przeprowadził zmiany organizacyjne, które umożliwiły reakcję na gwałtownie zmieniające się warunki makroekonomiczne. Także Beata Pawłowska, dyrektor generalny Royal Unibrew Polska twierdzi, że po niestabilnym, pełnym niepokoju i dramatycznym dla całej branży początku ubiegłego roku, wyjątkowo udany okazał się trzeci kwartał. Jej firma sprzedała wówczas o 22 proc. piwa więcej niż przed rokiem. Ostatecznie, Royal Unibrew zamknął minione 12 miesięcy wzrostem na poziomie 5 proc. Inni producenci też nie mają specjalnych powodów do narzekań. – W trudnym roku oraz przy spadku całego rynku, wynikającym głównie z ponad 13-proc. podwyżki podatku akcyzowego oraz rozwijającego się kryzysu ekonomicznego, Grupa Żywiec zdołała zwiększyć swój udział rynkowy do poziomu 35 proc. – podkreśla Christopher Barrow.
Wielka trójka Według informacji udostępnionych przez browary, największym graczem jest Kompania Piwowarska, z tak znanymi markami w portfelu, jak Tyskie, Żubr czy Lech. Należy do niej ponad 45 proc. rynku. Wiceliderem pozostaje Grupa Żywiec (m.in. marki Żywiec, Warka, Leżajsk, Heineken), z udziałami na poziomie 35 proc. Trzeci jest Carlsberg Polska, z takimi brandami, jak Carlsberg czy Okocim (14 proc.). Royal Unibrew Polska – m.in. z Łomżą, Strzelcem i piwami smakowymi – szacuje swoje udziały na 3,5-4 proc. Na takie browary, jak Perła czy Namysłów przypada niespełna 2 proc. rynku. Widać zmiany w dystrybucji piwa. Wyraźnie rośnie udział tzw. nowoczesnych kanałów sprzedaży detalicznej, przede wszystkim supermarketów, kosztem małych i średnich sklepów spożywczych. To bez wątpienia efekt podwyżek cen. Konsumenci poszukują tańszych produktów, a te są w stanie zaoferować przede wszystkim placówki wielkopowierzchniowe.

Witold Nartowski Wiadomości Handlowe, Nr 3(93) Marzec 2010
|