|
Zanim wrzucą coś do koszyka, porównują ceny i gramatury, studiują etykiety, sprawdzają daty ważności. To tzw. smart shopperzy – ludzie z wysokim zakupowym IQ, wyznawcy idei „sprytnych zakupów”. W Polsce co drugi klient zalicza się do tej grupy. Producenci nie przepadają za smart shopperami. To klienci, którzy jako pierwsi zauważą, że jakiś produkt zmniejszył gramaturę lub wzrosła jego cena. Proces podejmowania decyzji zakupowych rozbierają na czynniki pierwsze, przez co nieraz narażają się obsłudze placówek handlowych. W filmie Kevina Smitha „Sprzedawcy”, którego akcja toczy się w sklepie spożywczym, jest scena z klientką wyjmującą z lodówki wszystkie butelki mleka, żeby porównać daty przydatności do spożycia i wybrać produkt z datą najdalszą. To typowa smart shopperka. W Polsce smart shopping trafił na podatny grunt – nasz narodowy styl kupowania idealnie wpisuje się w ten, wymyślony w Stanach Zjednoczonych, konsumencki ruch społeczny. Polak w sklepie główkuje, bo tego nauczyły go ciężkie lata PRL-u i drożyzna, która nadeszła wraz ze zmianą ustroju. Oszczędzanie weszło nam po prostu w krew. Jak mówi Magdalena Zimna z GfK Polonia, w naszym kraju około 44 proc. konsumentów to trzeźwo myślący analitycy, dokonujący przy półce racjonalnych wyborów. W grupie tej przeważają kobiety, osoby z wyższym wykształceniem, mieszkańcy dużych miast. Trudno nimi zarządzać – są odporni na promocje czy degustacje, do sklepu często przychodzą z listą zakupów, której ściśle się trzymają. Mają swój kodeks, zaś doświadczeniami wymieniają się głównie w Internecie. Także w sieci korzystają z porównywarek cen, szukają informacji na temat produktów. To właśnie tacy jak oni napędzają rozwój e-sklepów. (AK)  W Polsce 44 proc. konsumentów to trzeźwo myślący analitycy, dokonujący przy półce racjonalnych wyborów
Wiadomości Handlowe, Nr 2(92) Luty 2010
|