|
Klienci polskich sklepów są najuczciwsi w Europie. Za to rodzimi handlowcy w godzinach pracy zapadają na „chorobę lepkich rąk” i na potęgę okradają swoich chlebodawców. Przyczyna? Słabe zarobki. Źle motywowany – a zatem kiepsko opłacany – pracownik często dochodzi do wniosku, że sam „wypłaci” sobie wynagrodzenie, które w jego mniemaniu mu się należy. Z magazynów znikają więc całe zgrzewki towarów – zdarza się, że pracownicy wynoszą je do domu w porozumieniu z ochroniarzami czy innymi członkami załogi. Do częstych praktyk należy też podmienianie kodów na towarach, fikcyjne zwroty realizowane na podstawie paragonów porzuconych przez klientów czy tzw. sliding, czyli skanowanie przez kasjerkę tylko wybranych towarów z taśmy. Nie wspominając o tym, że niejeden sprzedawca zatrudniony w sklepie spożywczym ma na sumieniu różne drobiazgi, które podjada bądź popija pod nieobecność szefa. – Klienci wynoszą ze sklepów głównie drobne rzeczy przeznaczone z reguły na własny użytek. Pracownicy z reguły uprawiają kradzieże zorganizowane – mówi Grzegorz Popek, dyrektor zarządzający Checkpoint Systems, firmy specjalizującej się we wdrażaniu projektów antykradzieżowych. Z przygotowanego przez nią najnowszego Światowego Raportu o Handlu Detalicznym wynika, że w minionym roku obroty sieci handlowych były o blisko 14 mld euro niższe z powodu kradzieży i błędów pracowników. Aż 4,7 mld euro firmy tracą przez nieuczciwych dostawców i pośredników handlowych. Dużo łatwiej jest złapać kradnącego klienta, niż pracownika-złodzieja. W 2008 roku na 5,8 mln zatrzymanych złodziei, aż 4,96 mln stanowiła ta pierwsza grupa. – Pracownik zna słabe strony swojej firmy, np. posiada wiedzę na temat rozmieszczenia kamer czy obecności detektywa, do której zwykły klient nie ma dostępu – komentuje Grzegorz Popek. W sklepach spożywczych najtrudniej wyeliminować, praktykowany zarówno przez klientów, jak i przez sprzedawców, zwyczaj podjadania żywności i popijania (również alkoholu). – Pomysłowość ludzi nie zna granic, dlatego na rynku pojawiają się wciąż nowe rodzaje zabezpieczeń. Przykładowo, butelki z trunkami mogą być chronione za pomocą dodatkowego kapsla, który może zdjąć tylko kasjerka, bądź specjalnych etykiet – opowiada Grzegorz Popek. Dodaje, że w branży widoczny jest kryzys – w ostatnim roku sieci handlowe wyraźnie przycięły wydatki na systemy zabezpieczeń antykradzieżowych. – Kiedyś decydowały się na zakup kompleksowych rozwiązań do poszczególnych sklepów, teraz kładą nacisk na szkolenia pracowników i optymalne zarządzanie już zakupionymi systemami. Zdarza się np., że przenoszą zabezpieczenia z jednej placówki do innej – nowej, bądź notującej większe straty – mówi Grzegorz Popek. Wyposażenie jednej alejki w systemy zabezpieczeń to wydatek rzędu kilkunastu tysięcy złotych. – Złodzieje testują sklepy, zanim przyjdą na łowy. Sprawdzają czujność ochrony i pracowników. Jeśli nikt nie reaguje na sygnał alarmowy, to nawet najdroższe zabezpieczenia nie uchronią takiej placówki przed kradzieżą – przestrzega przedstawiciel Checkpoint Systems. W dobrze zarządzanym sklepie wysokość strat nie powinna przekraczać 2 proc. obrotów. Tylko nielicznym udaje się zejść poniżej 0,5 proc. Warto pamiętać, że zmienia się struktura kradzionych produktów. Społeczeństwo bogaci się, co oznacza, że będzie ubywać amatorów tanich batoników czy gum do żucia, zaś przybędzie złodziei, których celem będzie łup w postaci np. sprzętu elektronicznego. Z drugiej strony, w okresie spowolnienia gospodarczego, wzrasta liczba kradzieży podstawowych artykułów spożywczych. Klienci polskich sklepów, na tle innych krajów, okazują się wyjątkowo uczciwi. Tylko niecałe 40 proc. strat przeciętnego sklepu spowodowanych jest przez osoby z zewnątrz. To najniższy wynik w Europie. Największym problemem kradzieże dokonywane przez klientów są w Austrii, gdzie stanowią ponad 56 proc. wszystkich strat. Gorsza wiadomość jest taka, że w Polsce wyjątkowo często zdarzają się nie zamierzone pomyłki, które również obniżają obroty sieci handlowych. Zdaniem Grzegorza Popka, również to ma związek z niskimi płacami w sektorze handlu – źle opłacany pracownik po prostu gorzej pracuje.  Dużo łatwiej jest złapać nieuczciwego klienta, niż kradnącego pracownika


Anna Krężlewicz
Wiadomości Handlowe, Nr 12-1(91) Grudzień 2009 - Styczeń 2010
|