|
Wyspecjalizowane hurtownie słodyczy tracą na znaczeniu. Ich rolę przejmują najwięksi dystrybutorzy produktów ogólnospożywczych. Przyszłość wielu hurtowni słodyczy stoi pod znakiem zapytania. Część zniknęła z rynku, niektóre szukają swojej szansy pod skrzydłami innych, większych dystrybutorów. Nie ma się co dziwić, skoro dystrybucja słodyczy coraz wyraźniej przenosi się w kierunku hurtowni ogólnospożywczych. Makro, Eurocash, Tradis i inni, drogą przejęć i rozwoju organicznego, docierają w coraz nowsze miejsca, sukcesywnie zagęszczając sieć swoich wpływów, i powoli przejmując obsługę sklepów, które do tej pory były klientami hurtowników słodyczowych. Wprawdzie umowy między dystrybutorami a detalistami pozwalają tym drugim robić zakupy tam, gdzie znajdą tańszy towar, jednak wcale niełatwo być tańszym od Makro, Eurocash czy Tradisu, a jeśli nawet – detaliści często rezygnują z tej możliwości. Powód? Wygodniej brać towar u jednego dostawcy (nawet trochę przepłacając), co jednak pozwala właścicielowi sklepu oszczędzać czas. Ponadto, w przypadku zamawiania słodyczy w hurtowni ogólnospożywczej, często w grę wchodzą bonusy wynikające z wyższych obrotów.
Nawet Mikołaj się nie sprzedał Hurtownicy skarżą się także, że przeciwko nim wymierzona jest polityka producentów, którzy faworyzują wielkie sieci handlowe. Właścicielka jednej z wiodących hurtowni słodyczy w Małopolsce twierdzi, że nawet gdyby wzięła 100 palet jednego produktu, nie dostanie takich cen, na jakie może liczyć hipermarket w jej mieście, zamawiający o wiele mniejsze partie tego samego towaru. Jakby tego było mało, na nieciekawą sytuację hurtowników nałożył się kryzys. Według właścicieli niewielkich sklepów, tylko jako pobożne życzenia można traktować regułę, jakoby w czasie spowolnienia gospodarczego słodycze nie notowały spadku, a wręcz ich sprzedaż rosła. Dotyczy to niemal wszystkich produktów. Dla przykładu, cukierki na wagę, które zawsze były sprzedawane na kilogramy, teraz idą na sztuki. A może być jeszcze gorzej, bo drożeje kakao. Nawet czekoladowe figurki mikołajów w cenie 1,20 zł za sztukę nie znajdowały w końcówce 2009 roku zbyt wielu nabywców.
A może by się połączyć... Hurtownicy słodyczy sceptycznie podchodzą do pomysłu konsolidacji branży. Teoretycznie można sobie przecież wyobrazić połączenie sił największych dystrybutorów słodyczy, w celu uzyskania efektu skali. Jednak w praktyce wspomniany scenariusz ma znikome szanse na realizację. – Każdy ciągnąłby w swoją stronę. Chyba że nowym podmiotem pokierowałby ktoś z zewnątrz. Ale na to pewnie nie wszyscy by się zgodzili – uważa przedstawicielka małopolskiej hurtowni. To jednak wyłącznie jej spekulacje. Fakt, że dystrybucja słodyczy ciąży w kierunku ogólnopolskich hurtowni ogólnospożywczych, nie oznacza jednak, że z rynku całkowicie znikną podmioty wyspecjalizowane w tym segmencie. Przetrwają, jak zwykle, najsilniejsi. Tacy, którzy w oparciu o doskonałą znajomość potrzeb każdego klienta, sprawnie działający transport, rygorystyczną politykę finansową i dobrą organizację pracy będą potrafili lepiej obsłużyć swoich klientów.  Na rynku utrzymają się te hurtownie, które w oparciu o znajomość potrzeb klienta, sprawny transport i rygorystyczną politykę finansową, najlepiej obsłużą swoich klientów
Hubert Wójcik
Wiadomości Handlowe, Nr 12-1(91) Grudzień 2009 - Styczeń 2010
|