|
|
Annę Popek przeraża bezosobowość hipermarketów |
|
11.11.2009. |
Dlaczego popularna prezenterka telewizyjna uwielbia bazarki i małe sklepy? Skąd jej opory przed targowaniem się? Dlaczego wie wszystko o jajkach zielononóżki kuropatwianej? Gdzie kupuje markową bieliznę? To wszystko zdradza w rozmowie z Ryszardem Makowskim.
Czy zakupy mogą być lekiem na stres? Marlin Monroe mawiała, że pieniądze szczęścia nie dają, przynoszą je dopiero zakupy. Mam zupełnie inne zdanie. Nie chodzę po sklepach dla rozrywki. Kupowanie jest niezmiernie stresujące. Trudno mi zdecydować się na konkretną rzecz, przeważnie się śpieszę, a ceny też często przyprawiają o zawrót głowy. Niby towaru jest do wyboru, do koloru, ale gdy szuka się czegoś konkretnego, zaczyna się prawdziwe utrapienie. Ostatnio z córką przez dwie godziny krążyłyśmy po centrum handlowym, zanim udało się dostać ładne buty na jasnej podeszwie. Co najczęściej kupuje Pani z rzeczy typowo kobiecych? Stroje do programów telewizyjnych zapewniają mi producenci, a więc zakupy „odzieżowe” robię takie, jak każda kobieta. Na co dzień najczęściej chodzę w dżinsach i marynarce. Najbardziej ekscytuje mnie kupowanie bielizny. Stanowi to dla mnie pewien rytuał. Noszenie markowej bielizny dodaje mi pewności siebie. W tym przypadku preferuję eleganckie sklepy, w których można wszystko dokładnie przymierzyć. Sporą wagę przykładam także do strojów kąpielowych. Dużo pływam i przed wejściem do basenu miło jest poczuć się jak na wybiegu dla modelek. Zostawmy galerie. Lubi Pani bazarki? Przepadam za tą atmosferą. Szczególnie jesienią, gdy na straganach jest pełno śliwek, gruszek, jabłek. Można jeszcze dostać gruntowe pomidory. Uwielbiam to. A w szczególności bazary w Milanówku i Brwinowie. Cenię sobie też ten przy Woronicza – nie tylko dlatego, że jest blisko siedziby TVP. Czy popularnej osobie wypada się targować? Jest z tym pewien problem. Przeważnie każdy patrzy i myśli sobie: ważna pani z telewizji, a paru groszy żałuje. Na żywo wygląda się jednak trochę inaczej niż na ekranie, a więc czasem podejmuję próby negocjowania ceny. Szczególnie w sklepach z antykami. Ostatnio udało mi się zaoszczędzić 300 zł na takiej użytecznej półeczce. Mam teraz „Ludwika” na buty (śmiech). Chodzi Pani do hiper- i supermarketów? Przeraża mnie ich bezosobowość. Obsługa jest przeważnie smutna, a zapytana o coś, stara się przeważnie jak najszybciej uciec. Mam wrażenie, że w tych miejscach są zbyt wysokie koszty ludzkie uzyskania niskiej ceny towaru. Czy wydarzyło się Pani coś niezwykłego podczas zakupów? Raz poszłam na targ po jajka, a wróciłam z gościem do programu. Facet handlował jajami... zielononóżki kuropatwianej. Tyle wiedział o hodowli tych kur i tak je zachwalał, że wywiązała się niezwykle ciekawa rozmowa. Warta tego, by ją odtworzyć w studiu telewizyjnym. Przy okazji streścił mi swój życiorys. Produkował kiedyś anioły w Aniołowie. Był bardzo bogaty, ale się rozpił, zbankrutował, żona go opuściła i swoje miejsce w życiu odnalazł dopiero jako sprzedawca jajek. Powiedział mi wtedy, że produkcja aniołów i ten handel mają ze sobą coś wspólnego. A na moje pytające spojrzenie, dorzucił z szelmowski uśmiechem: łączą je skrzydła. Pochwali się Pani jakimś, kupionym niedawno, wyjątkowym przedmiotem? W drodze wyjątku (śmiech). Udało mi się nabyć parę drobnych, ale gustownych gadżetów związanych z nakryciem stołu – serwetniki, solniczkę i pieprzniczkę. Przykładam wagę nawet do drobiazgów na stole, bo posiłki powinno spożywać się w atmosferze jak najbardziej zbliżonej do sztuki. Trudno się nie zgodzić... Na drzwiach do sypialni powiesiłam ostatnio tabliczkę. Przedstawia baraszkującą parę z Kupidynem w tle. Wyszperałam ją na pchlim targu. Niemiecka robota z metalu. To ma być tabliczka ostrzegawcza – żeby mi się „obce” nie pakowały do sypialni. Istnieje takie niebezpieczeństwo? Prowadzę dom otwarty, ale sypialnia jest zbyt prywatnym miejscem, żeby każdy do niej zaglądał. Dziękuję za rozmowę.
 Anna Popek
Ryszard Makowski
Wiadomości Handlowe, Nr 11(90) Listopad 2009
|
|
|